2005/12/10

c.d.

Dee Ming wstał, zdjął koszulkę, a potem rozłożył materac na podłodze i położył się na nim.
Kit usiadł obok, zwilżył dłonie olejkiem, który przyniósł ze sobą i zaczął masować ramiona Dee Minga.
Ale supeł – mruknął, wbijając łokieć w bark Dee Minga i poruszając nim lekko.
Ałć!
No ałć! Gdzieś ty się tak załatwił?? Starzejesz się, Ming, starzejesz.
Jeszcze tylko jutro. Potem mogę skostnieć.
Idź dziś wcześnie spać. Jutro wcześnie wstań.
Jutro wielki dzień. Jak pierwszy dzień w szkole.
Właśnie. Pamiętaj o tym. Taki dzień jest tylko raz w życiu. Jeden jedyny.
Kit – Dee Ming nagle obrócił się na plecy i popatrzył na przyjaciela. – Ekipa wie, że to koniec. Nie sądzę, żeby Tomy planował zostać bez pracy. Znalazł sobie już jakiego podopiecznego?
Nie.
Ale już szukał?
Nie.
Nie??
Tomy całą energię poświęcił tobie. I dzisiejszemu wyścigowi. Nie interesowało go szukanie innego dzieciaka pod opiekę. Potem sobie kogoś poszuka.
Potem, czyli od jutra.
Jutro to też potem. Co się martwisz?
Trochę bezrobotnymi was zostawiam.
Nie martw się o nas, my sobie poradzimy. Pytanie brzmi: co z tobą? – Kit obrócił Dee Minga z powrotem na brzuch i kontynuował masaż.
Nie wiem. Ja też nie myślałem o tym, co będzie potem. To ‘jutro’ bardzo szybko nadeszło, szybciej, niż się spodziewałem.
Przydałaby ci się Japonka z małymi stópkami, która by ci po pleckach pochodziła – zażartował Kit... i natychmiast pożałował swoich słów, bo dotarło do niego, że to dość drażliwy temat w tym momencie.
Odpierdol się.
Przepraszam, to miał być taki niezwiązany z niczym dowcip.
Dee Ming mruknął coś tylko gniewnie.
Ktoś puka – powiedział Kit, patrząc w kierunku drzwi.
Nic nie słyszałem.
Przez chwilę trwali w bezruchu, nasłuchując i faktycznie – rozległo się pukanie.
Dee Ming wstał i podszedł do drzwi.
Otworzył je... i natychmiast zatrzasnął Aniki przed nosem. Potem położył się na materacu jak gdyby nigdy nic.
To nie było grzeczne – skomentował Kit.
Bo wcale nie chciałem być grzeczny.
Jak sobie chcesz. Ale myślę, że ci zalazła za skórę, skoro cię tak to wszystko ubodło.
Tak, zalazła. Wkurwiła mnie.
Wkurwiła, bo zalazła. Coś do niej czujesz.
Gówno prawda... – znowu pukanie. Dee Ming nawet nie zareagował. – Czuję wściekłość. To wszystko.
Teraz. A wczoraj.
Wczoraj chciałem ją wydymać. Dziś już nie chcę. Te kilka razy mi starczy.
Kit nic nie powiedział, uśmiechnął się tylko do siebie. Znał Dee Minga na tyle dobrze, by wiedzieć, co się dzieje w farbowanej głowie kierowcy.
Pukanie powtórzyło się.
Dobra, starczy tego dobrego – Kit wstał. – Teraz relaks. A ja idę coś zjeść.
Idź. Smacznego.
Widzimy się jutro.
Uhm.
Kit wyszedł.
Aniki stała przy drzwiach. Kit zamknął je za sobą i popatrzył na nią.
Jest wściekły na ciebie – powiedział.
Wiem. Ale ja naprawdę niczego nie miałam zamiaru przed nim ukrywać. Zresztą... myślałam, że wie, że to ze mną się przede wszystkim ściga.
Tłumaczenie niczego nie zmieni. Musi się uspokoić.
Cholera. Męska godność. Wkurza go, że dziewucha może go pobić.
Nie sądzę, żeby to o to chodziło – ruszyli korytarzem w kierunku windy. – Tu chodzi o ciebie i tylko o ciebie. Jemu się wydaje, że go oszukałaś celowo i to go boli.
A ty? Ty mi wierzysz?
Tak.
To czemu on nie?
Nie wiem.
Czekali na windę w milczeniu.
Myślisz, że mu przejdzie i da się z nim pogadać? – zapytała.
Tak, ale zanim do tego dojdzie, to on już stąd wyjedzie.
Tak po prostu? Bez słowa?
Zależy ci na nim? – Kit na nią popatrzył.
Zaskoczyło ją to pytanie. Nigdy się nad tym nie zastanawiała.
Wzruszyła ramionami.
Drzwi windy się otworzyły. Kit stanął jedną nogą w środku i obejrzał się na Aniki.
Powiem ci coś: to jest wspaniały facet i jeśli go chcesz, to go bierz. Ale jest też uparty. Więc jeżeli interesuje cię tylko do łóżka to sobie odpuść, bo więcej łez z tej walki wyjdzie, niż przyjemności z jego wacka.
Wszedł do windy i czekał, aż drzwi się zamkną. Aniki patrzyła na niego.
Nie wróciła dobijać się do pokoju Dee Minga, by mu tłumaczyć. No przecież tylko jego wacek ją interesował!!
Skoro tak, to czemu było jej tak przykro, że jemu było przykro?
Dee Ming obudził się dość wcześnie. Poprzedniego wieczora bał się, że przez to wszystko nie będzie mógł usnąć, ale obawy te były płonne. Spało mu się dobrze. A teraz obudził się rześki i pełen pewności w swoje zwycięstwo.
Szybki prysznic, krótki telefon do Tomy'ego, by upewnić się, że nic mu się nie pomieszało i dobrze pamięta godzinę, o której ma się stawić na torze.
Ogólny harmider dookoła świadczył o tym, że jest to dzień wyścigu - nie jakieś tam eliminacje, choćby nie wiadomo jak emocjonujące, ale wyścig w swej własnej, bezpostaciowej osobie.
Dee Ming unikał patrzenia w kierunku boksu Aniki. Kit miał nadzieję, że Chińczykowi przejdzie złość przez noc, ale tak się nie stało.
Pucowanie bolida, dyskutowanie strategii... czyli to wszystko, co było przed każdym wyścigiem.
Pamiętaj o zwiększaniu docisku skrzydła - mówił Tomy. - Bolid mam masę możliwości manewru, a ja czasami mam wrażenie, że ty o tych możliwościach całkiem zapominasz. Wykorzystuj je.
Jasne - Dee Ming pokiwał głową.
I nie forsuj bolida. Masz do tego tendencje.
Jasne.
I przestań powtarzać ciągle "jasne", bo mam wrażenie, że mnie nie słuchasz... - Tomy skrzywił się.
A ci tu czego? - Dee Ming patrzył na coś ponad ramieniem Tomy'ego.
Trener obrócił się i zobaczył dwóch mężczyzn z komisji.
Coś zmalowaliśmy? - spytał cicho Miu Wai.
Okazało się jednak, że goście byli nie do nich, tylko boks obok - do Aniki Sorimachi.
Podeszli do niej i jej trenera i coś zaczęli mówić.
Nonsens!! - krzyknęła nagle dziewczyna.
Proszę się uspokoić - powiedział podniesionym głosem jeden z mężczyzn z komisji.
Nie!!! Do tej pory było wszystko w porządku, dlaczego tym razem nie jest!!! - Aniki była wyraźnie rozwścieczona.
Dee Ming mimowolnie przysłuchiwał się rozmowie.
Dane świadczą, że nazywa się pani Aniki Sorimachi. To by świadczyło, że zawodnik jest mężczyzną.
No i co z tego??
Ale okazuje się, że nie jest...
Wywalacie mnie za to, że nie jestem samcem?? Zdurnieliście!!!!!!!! - ryknęła.
Jej trener chwycił ją za łokieć, usiłując uspokoić. Ale ona nie miała zamiaru się uspokoić.
Nigdy nie powinna pani startować. Potem zostanie zdecydowane, czy anulować dotychczasowe zwycięstwa.
CO??????? !!!!!!!
Dziewczyna wyglądała, jakby chciała faceta uderzyć.
Przecież kiedyś musiało się wydać.
Co wydać, kretynie!!! - Aniki miotała się po boksie. - To nigdy nie była tajemnica!!! Nigdy nie ukrywałam, kim jestem!!
Nie ma powodu do zdenerwowania. Ale jest pani zdyskwalifikowana.
Dlaczego?? Gdzie jest napisane, że kobietom nie wolno startować!!
Gdzie jest napisane, że wolno? - odezwał się drugi z komicji.
Pierwszy popatrzył na niego, pokręcił głową, a potem rzekł:
To nie są wyścigi mieszane. Co prawda nie jest wyraźnie napisane, że są tylko dla mężczyzn, ale jest to traktowane jak założenie domyślne. Dlatego pani nie ma prawa startować.
Aniki rzuciła się w jego kierunku, ale Hashimoto ją złapał i powstrzymał.
Pani start byłby nielegalny.
Powiedziawszy to, obaj odwrócili się i ruszyli z powrotem. W międzyczasie wyjęli jakiś papier i zaczęli go studiować.
Dee Ming popatrzył na Aniki. Była rozsierdzona do granic możliwości. W zasadzie to się jej nie dziwił. Też by był. I też uważał - pomimo swojej złości na nią - że to nie jest w porządku. Ale gdy pytał sam siebie, czy się cieszy, że stracił najgroźniejszego przeciwnika, to nie potrafił na to odpowiedzieć; z jednej strony zwycięstwo miał prawie w ręku, ale z drugiej zwycięstwo okupowane pokonywaniem jej smakowałoby lepiej.
Zauważył, że faceci z komisji wracali. Czyżby jeszcze mieli dla niej jakieś niespodzianki?
Ale oni nie szli do jej boksu, tylko do jego.
Podeszli do Tomy'ego. Dee Ming zbliżył się do nich i ani trochę nie podobało mu się to, co usłyszał.
... raport dowodzi, że bolid nie jest w pełni sprawny.
Rozumiem - odparł Tomy.
A ja nie - wtrącił się Dee Ming.
Spokojnie - Tomy popatrzył na niego.
Faceci odeszli.
Tylko nie rób sceny jak ona - powiedział Tomy.
Zdyskwalifikowali mnie??
Tomy pokiwał głową.
SKURWYSYNY! - huknął Dee Ming.
Dao Lok siedział na masce bolida ze spuszczoną głową. Dee Ming przyskoczył do niego.
Coś ty napisał w tym raporcie, gnoju!! - kierowca trzepnął go w głowę.
Dao Lok popatrzył na niego.
Odpierdol się. Miałem łgać, że jest cacy? Zresztą, nie sądziłem, że to byłby powód do dyskwalifikacji.
Uznali, że jazda takim pojazdem mogłaby stanowić zagrożenie życia dla Dee Minga i może nawet publiczności - wyjaśnił Tomy.
A ty oczywiście pokiwałeś głową i bez słowa przyjąłeś to do wiadomości!!! - ryknął na niego Dee Ming.
Ich decyzje są nieodwołalne! - Tomy odkrzyknął kierowcy w twarz.
Dee Ming zepchnął Dao Loka z maski i sam usiadł w tym miejscu. Odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy.
To by było na tyle, jeśli chodzi o piękne zakończenie kariery sportowej.
Siedział tak przez chwilę, poczuł, że ktoś siadł obok niego, ale nie zareagował.
Weź mojego - usłyszał głos Aniki.
Otworzył oczy i popatrzył na nią.
Czego tu chcesz? - warknął.
Weź mojego bolida. Ja i tak nigdzie nie pojadę.
Przyglądał się jej przez chwilę.
Czemu to robisz? - zapytał w końcu.
Dla mojej załogi. Oni ciężko pracowali na ten wyścig, a teraz wszystko pójdzie na marne, bo mam pecha być laską. Możesz pojechać moim, oni się nim zajmą, ty tylko musisz wygrać ten wyścig. A ja będę miała przynajmniej satysfakcję, że choć mój cacy bolid przejechał metę.
Dee Ming popatrzył na swoje buty. Nie wiedział, co zrobić. Po tym, jak ją potraktował... Zresztą, ciągle był na nią zły.
Nie wiem, czy tak wolno - powiedział w końcu.
Wolno - odparła. - Hashimoto już się dowiadywał. Wolałam mieć pewność, zanim bym ci zrobiła nadzieję.
Nie schlebiaj sobie, żadnej nadziei mi nie robisz - mruknął zirytowany.
Chcesz mojego bolida, czy nie? - zapytała; jej głos też już był rozdrażniony.
Chcę - odparł w końcu.
Wstał i poszedł za nią do jej boksu. Tomy popatrzył na niego zdumiony. Potem ruszył na nim.
Co jest? - zapytał.
Dee Ming krótko wyjaśnił mu, co zaproponowała Aniki. W tym czasie trener dziewczyny wręczył Tomy'emu swoją słuchawkę i mikrofon.
Przez krótką chwilę obie załogi patrzyły na siebie dość wrogo, ale kiedy tylko rozległo się z megafonów, że zawodnicy powinni zacząć się ustawiać, wszyscy nagle ruszyli się z miejsc i zaczęli pracować nad wyraz skoordynowanie.
Kilkanaście minut potem Dee Ming zmierzał w kierunku startu. Niby pojazd jest taki sam, ale czuło się go jakoś inaczej.
Ma on jakieś słabości? - spytał Dee Ming.
Tylko kierowcę - odparła Aniki. - Jeżeli będziesz perfekt, to on też. Ale pilnuj pedału gazu, moje stopy lubiły się z niego ześlizgiwać.
Okej.
Wystartowali. Z początku myślał, że jedzie mu się źle, ale to była bardziej wrażenie, spowodowane nieznanym pojazdem, niż realia. Dla pewności przyciskał pedał gazu obiema stopami na każdej prostej, na której brał spore przyspieszenie.
W pewnym momencie facet przed nim gwałtownie przyhamował... Prawdopodobnie jemu właśnie przytrafiło się to, czego Dee Ming usiłował uniknąć i przed czym ostrzegała go Aniki.
Była jednak różnica pomiędzy jej bolidem, a jego - czuł większe przeciążenie na zakrętach. Miał nadzieję, że nie dostanie zawrotu głowy od tego. Zdecydowanie czuł dyskomfort, znośny, ale jednak powodujący trudności w skupieniu się.
Jechał jeszcze dość spokojnie. Chciał wykorzystać tę samą strategię, której użył podczas ostatnich eliminacji, gdy wyprzedzał Aniki. Spokój po drodze i ładny finisz.
Zjechał do boksu.
Kit podał mu soczek przez słomkę. Aniki podniosła kciuk w górę i uśmiechnęła się, a jej ekipa oporządzała bolida. Przez głowę mu przemknęło, że mogliby go sabotować. Ale nie miał wyboru, musiał im zaufać.
Przez kolejne okrążenia coraz bardziej oswajał się z pojazdem. Jechało się mu zatem coraz lepiej.
W końcu przestał myśleć o czymkolwiek: o Aniki, o jej ekipie, o tym, co będzie potem... To było ostatnie okrążenie... teraz albo nigdy...
Zdobył przewagę już trzy okrążenia temu, teraz sztuka polegała na tym, by jej nie stracić, a pewno niejeden postanowił prześcignąć go właśnie teraz, tuż przed finiszem. Ale Dee Ming był przygotowany na takie zamachy i nie miał zamiaru nikomu pozwolić na wyprzedzenie go, nawet gdyby miał grać nie fair i zajeżdżać drogę.
Ale takiej konieczności nie było. Kilkaset metrów przed metą zaczął doganiać jego ogon jakiś bolid, ale już było dla delikwenta zdecydowanie za późno.
Docisnął skrzydło, mocno nacisnął pedał gazu obiema stopami i przejechał metę w maksymalnym pędzie, jaki był w stanie wycisnąć z pojazdu.
Właściwie nie zauważył karambolu, jaki zdarzył się podczas wyścigu, nie wiedział, że siedmiu zawodników wypadło z toru i na niego już nie wróciło, nie było ważne, że to nie jego bolid... ważne było tylko to, że gdy się z niego gramolił niezdarnie, dookoła niego była masa ludzi, a na plecach czuł poklepywanie mnóstwa rąk.
Był szczęśliwy. Gdyby tylko Dee Lai mógł go teraz widzieć...
Trochę idąc własnymi siłami, trochę ciągnięty przez gratulujący tłum zauważył przy podium Aniki. Stała tam, śmiejąc się i klaszcząc. Wszedł na należne mu pierwsze miejsce, uśmiechając się szczęśliwie, rozdając całusy wszystkim dziewczynom dookoła, uśmiechy swojej ekipie, a zbierając gratulacje... Czuł się głupio, ignorując Aniki... ale inaczej nie potrafił. Nie chciał na nią patrzeć, ciągle go bolało, że go oszukała.
A końcu zerknął na nią, uśmiechała się do niego, jak gdyby nigdy nic. Patrzył na nią przez długą chwilę, dopóki nie pochylił głowy, by mu założono na szyję medal, a potem całkowicie przestał o niej myśleć.