Miał zamiar dokończyć ten wyścig, szczególnie, że były to eliminacje. Może powtórzą, a może nie, kto ich tam wie.
Nie czuł żadnych wyraźnych czy niepokojących zmian, jechał więc dalej.
W jakim jesteście stanie? - usłyszał spokojniejszy już nieco głos Tomy'ego w słuchawce.
Okej - odpowiedział krótko.
Przynajmniej on okej, bo nie wiedział za bardzo, ja się czuje bolid. Nic nie wskazywało na szkody, ale w końcu nie wiedział, czy się mu na przykład ogon nie kopci.
Forsowałeś go – powiedział Tomy, kiedy siedzieli już w pubie, omawiając całe eliminacje.
Mogłem szybciej – odparł Dee Ming.
Może i mogłeś, ale musiałbyś wysiąść z bolida – powiedział Dao Lok. Jego mina świadczyła o tym, że nie żartuje.
Czego wy dziś wszyscy ode mnie chcecie? – warknął Dee Ming.
Zdecydowano, że eliminacje zostaną powtórzone – powiedział Tomy. – Po karambolu wielu zawodników nie dało rady ominąć bolidów w kawałkach, walających się po całym torze.
Twarde życie i los zawodnika – Dee Ming wzruszył ramionami.
Tak, ale do mety dojechało was zaledwie kilku. Trochę nieciekawy wyścig to by był.
Dee Ming po raz kolejny wzruszył ramionami. Niewiele go to interesowało, mógł się ścigać nawet milion razy.
W drodze do hotelu Dee Ming uznał, że skoro jest w złym humorze, a był w złym humorze, to musi sobie go jakoś poprawić.
Dowiedział się w recepcji numer pokoju Aniki i ruszył na czwarte piętro.
Zapukał. Nikt nie otwierał. Zapukał jeszcze raz, robiąc się zły. Ciągle cisza. Klnąc cicho pod nosem ruszył korytarzem w stronę schodów.
Dee Ming? – usłyszał za sobą.
Szła w kierunku swego pokoju od drugiej strony korytarza.
Obrócił się i na nią patrzył.
Coś się stało? – spytała.
Mam zły humor i potrzebuję poprawiacza. Masz jakieś plany na wieczór?
Nie znudziłam ci się jeszcze?
Potrząsnął głową, a jego żółta grzywa zatrzepotała.
Wieczór mam zajęty, ale noc wolną.
Pokiwał głową jakby ze zrozumieniem; w rzeczywistości zirytował się jeszcze bardziej.
Przyjdę do ciebie później – powiedziała, kiedy się już odwracał, by ruszyć w stronę schodów.
Okej – odparł nie obracając się do niej.
Był diabelnie zawiedziony, choć przecież wiedział, że nie musiała być na każde jego zawołanie.
Wrócił do swojego pustego pokoju i jakoś samotnie mu się zrobiło. Pomyślał, że mógłby zadzwonić do syna, ale w Hong Kongu była teraz pewnie jakaś idiotyczna godzina nocna i nie chciał dzieciaka budzić. Szkoła ważniejsza od jego własnej samotności.
Usiadł w fotelu w ciemności i popatrzył w okno, za którym migał jakiś neon.
Wstrętne czarne myśliska się przyplątały. „Co potem?” Co po wyścigach? Co będzie robił? Na trenera się nie nadaje, bo zbyt szybko cierpliwość traci, mechanik też byłby z niego kiepski... Więc co? Ma w domu siedzieć?? Jakim domu?? Przecież on właściwie nawet nie miał domu. Hotele to jego dom, a załoga to jego rodzina.
Z paskudnych myśli wyciągnęło go pukanie.
Aniki? – zawołał w kierunku drzwi.
Drzwi się otworzyły i dziewczyna weszła. Zamknęła za sobą drzwi – był pewien, że zapali światło i będzie zadawał pytania w stylu: co tu tak ciemno; i natychmiast pożałował, że przyszła; ale ona nic takiego nie uczyniła, tylko podeszła do niego, usiadła na poręczy fotela i zatopiła palce w jego włosach. Popatrzył na nią, a potem ściągnął ją z oparcia na swoje kolana, objął mocno i wtulił się w jej piersi.
Mógłbym się w tobie zakochać – mruknął.
To się zakochaj. Przyda mi się wreszcie porządny facet, ciągle na same dupki trafiam.
Objęła go i oparła policzek na jego głowie.
Nie chciało mu się nic, nie chciało mu się ruszyć, dobrze mu było tak jak było, jak tak siedzieli, żadnych pytań, zbędnego gadania, po prostu czuł ciepło jej ciała, słyszał jej cichy oddech i czuł jej palce na ramionach. Tak było fajnie. Tak mogłoby być zawsze.
Ale nie mogło być zawsze.
Uniósł głowę i popatrzył na nią.
Możesz iść do swoich spraw. Nie mam już na nic dzisiaj ochoty.
Może masz ochotę na towarzystwo? Kobiety służą jeszcze do innych rzeczy, niż seks, wiesz?
Uśmiechnął się blado.
Kiepskie dziś ze mnie towarzystwo.
Mnie tam odpowiada.
Została.
Zamówili sobie późną, lekką kolacje do pokoju, głównie milcząc. Później Dee Ming rozkręcił się trochę, opowiadając o Dee Lai. Słuchała z uśmiechem jego opowieści o synu i, mimo iż żadne tego typu słowo nie padło, wiedziała, że Dee Ming jest ze swej latorośli bardzo dumny. To w jaki sposób o nim mówił, wyraźnie o tym świadczyło.
Została na noc, ale nic się nie zdarzyło; Dee Ming po prostu wtulił się w nią i usnął. Była nieco zawiedziona, ale rozumiała, że był w takim nastroju, że po prostu potrzebował czyjejś bliskości, nie seksu.
Rano oboje obudzili się wcześnie. Po krótkiej walce o łazienkę – którą wygrała Aniki – ona poszła do siebie, a on zaczął przygotowywać się do kolejnych eliminacji.
Usiłował się skupić. Czuł się o wiele lepiej, niż poprzedniego wieczora, na tyle lepiej, by wesoło pomachać do Sorimachiego, którego zauważył dopiero, jak ten wsiadał do bolida. Japończyk odmachał mu równie wesoło.
Gotowy? – zapytał Dee Minga Tomy.
Na podbój świata – Dee Ming założył maskę i kask. – Tylko już tak nie wrzeszcz mi do ucha jak ostatnio.
Jak nie będzie karamboli, to nie będę wrzeszczał.
Dee Ming już miał wsiadać do bolida, gdy kątem oka zauważył, że Dao Lok leży na ziemi za pojazdem i czemuś się uważnie przygląda. Podszedł do niego i kucnął:
Co jest?
Tu – Dao Lok wskazał pewien punkt.
Rysa. Albo pęknięcie.
Będzie okej – powiedział Dee Ming.
Jeśli będzie się rwało, to nie będzie – Dao Lok wstał. – Będę tego pilnował.
Dee Ming skinął głową i wskoczył do bolida.
Zajechał na start; Sorimachi już tam był. Popatrzyli na siebie. Potem równocześnie wznieśli kciuki w górą i – także równocześnie – przekręcili je do poziomu. Dee Ming się zaśmiał. Bez względu na rezultat wyścigu musiał pójść z tym facetem na piwo. A może to był tylko jego dobry nastrój.
W tej chwili na pewno był winien wielkiego buziaka Aniki, która wczoraj wykazała takie zrozumienie.
Wystartowali.
Nie forsuj – usłyszał w słuchawce Dee Ming.
Ale on już przyjął swoją strategię. Miał zamiar jechać dość stonowanie i dopiero pod koniec ładnie przyfiniszować. Nie można ścigać się bezrozumnie, trzeba mieć jakąś strategię, szczególnie przy takim przeciwniku jak Sorimachi, który najwyraźniej doskonale wiedział co robi.
Tym razem nie czuł, żeby coś trzęsło. Albo wtedy mu się wydawało, albo chłopcy wszystko ładnie wyregulowali.
Zjechał do boksu. Sorimachi właśnie z niego wyjeżdżał.
Masz stratę do niego około 34 sekund – poinformował go Tomy.
Około? A dokładnie? – zaśmiał się Miu Wai.
Dee Ming czekał spokojnie na zmianę kół. Z mniejszym spokojem zerkał na Dao Loka, który przyglądał się uszkodzeniu bolida. Mina mechanika świadczyła o tym, że ani trochę nie podobało mu się to, co się tam działo.
Wszyscy mechanicy odskoczyli i Dee Ming ruszył dalej.
Ciągle siedział na ogonie Sorimachiego. 34 sekundy to mnóstwo czasu, chyba nieco więcej, niż chciał, ale ciągle do odrobienia.
Przy drugim zjeździe do boksu uważniej obserwował Dao Loka.
Jak? – zapytał go, ruchem głowy wskazując tył bolida.
Gorzej – Dao Lok pokręcił głową.
Skąd to?
Przypieprzył w ciebie tamten spadający bolid.
Dee Ming skrzywił się.
Po chwili był znowu na torze.
Czas najwyższy dogonić – a raczej przegonić – Sorimachiego.
Przycisnął pedał gazu obydwoma stopami, by mu się jedna nie ześlizgnęła i przyśpieszył. Chciał odzyskać kilka sekund na najbliższej prostej. Potem był dość ostry zakręt, ale zaraz za nim dłuższy odcinek prostej i tam miał zamiar się solidnie rozpędzić.
Wyprzedził dwa bolidy, siadając Sorimachiemu na ogonie. Japończyk chyba się nieco zirytował, bo przyśpieszył.
Nic ci to nie da – mruknął Dee Ming.
Do boksów zjechali niemal równocześnie.
Ładnie – Tomy był najwyraźniej usatysfakcjonowany. – Obyś tak samo jutro na torze szalał.
Dee Ming popatrzył na niego poważnie. Potem zerknął na ekipę Sorimachiego. Wydawało mu się, że tamci pracują szybciej. Całkiem zapomniał o uszkodzeniu z tyłu bolida i nie zwracał uwagi na Dao Loka, który je uważnie studiował.
Sorimachi ruszył ze dwie sekundy przed nim. Dee Ming zrobił się zły na swoją ekipę, ale po chwili mu przeszło. Sorimachi najwyraźniej ruszył na zimnych oponach, bo wpadł w poślizg – gdyby wyruszyli z boksów równocześnie niewątpliwie by się zderzyli. Chińczyk zgrabnie wyprzedził przeciwnika i po chwili był już na torze, podczas gdy Sorimachi dopiero do niego podjeżdżał.
Do końca wyścigu Dee Ming nie pozwolił się Japończykowi dogonić. Metę przejechał jako pierwszy.
Witaj, miszczu!!! – Kit pomógł mu wysiąść z bolida.
Tomy – Dee Ming popatrzył na swojego trenera. – Ile zyskałem na jego poślizgu, a ile naprawdę na torze?
Wygrzebał się z tego w ciągu trzech sekund. Reszta jest twoja.
Co za głupek startuje na zimnych oponach!!! – wykrzyknął Miu Wai.
Ja kiedyś też tak wystartowałem – powiedział Dee Ming.
To nie jak ja dla ciebie pracuję.
Nie. Wtedy w ekipie był jeszcze... Hashimoto... – Dee Ming popatrzył na ekipę Japończyka; Yoshiki tam był, najwyraźniej wściekły. Znowu popełnił ten sam błąd.
Sorimachi zatrzymał bolida, wyskoczył z niego i machnął coś ręką do Hashimoto. Potem zdjął kask, maskę, rąbnął kaskiem w bolida z całej siły, po czym rozrzucił włosy na ramiona wściekłym trzepnięciem głowy.
Dee Ming znieruchomiał.
Jak mógł się tak dać nabrać!!!!
Aniki Sorimachi popatrzyła na niego, potem powoli podeszła.
Gratulacje, mistrzu. Ale jutro nie wpadnę w poślizg.
Dee Ming nie odpowiedział. Czuł się oszukany. Ona cały czas wiedziała, wszystko przed nim ukrywała.
Czemu mnie okłamałaś? – spytał w końcu.
Ja? Kiedy?
Nigdy nie powiedziałaś, że to ty jesteś Sorimachi.
Patrzyła na niego milcząc.
To nie była żadna tajemnica – powiedziała w końcu. – Nigdy nic nie ukrywałam, zresztą myślałam, że wiesz.
A niby skąd?!!
Wystarczy kojarzyć fakty. O co ci chodzi?? – zirytowała się nagle.
Zejdź mi z oczu!! – odwrócił się od niej i odszedł, uderzając kaskiem o udo.
Patrzyła za nim jeszcze przez chwilę, potem rozejrzała się po jego ekipie, która się jej przyglądała z ciekawością, a potem wróciła do swojego boksu.
Myślałem, że ona się popłacze – skomentował Chiu Wai.
Kurka, nie sądziłem, że Sorimachi to dziewczyna – zdziwił się Miu Wai.
A sądziłeś, że to dziewczyna, którą Dee Ming posuwa? – Chiu Wai popatrzył na kuzyna.
No nie. Kurka, ale numer.
Przestańcie – Kit zmarszczył brwi. – to wcale nie jest śmieszne.
To jest doskonały materiał na kochanie: lubi wyścigi, sama się ściga, w sam raz dla Dee Minga – powiedział Dao Lok. – No dobra, poplotkowalim, a teraz do roboty. Trzeba zająć się tym uszkodzeniem.
Dee Ming wrócił do hotelu wściekły. Czuł się oszukany, zdradzony, prawie zgwałcony. Suka jedna, wykorzystała go po prostu. Trudno mu było w sumie stwierdzić, do czego go mogła wykorzystać, ale pewnie chciała go wybadać, albo coś takiego.
Był rozżalony.
W toalecie, oddając mocz, popatrzył na swojego penisa i burknął do niego:
Nigdy więcej już cię nie posłucham.
Dopiero teraz potrzebował pocieszenia. Kogoś, kogo mógłby bez ceregieli przelecieć, a potem – również bez ceregieli – wyrzucić z pokoju i sobie w spokoju zasnąć, niczym się nie przejmując.
Czemu mu nic nie powiedziała??
Potrząsnął głową. Te jego rozważania są jakieś idiotyczne, brzmi to tak, jakby mu na niej zależało, albo coś. Dobrze mu się ją pieprzyło, ale na tym koniec.
Naprawdę był tak niedomyślny, że nie skojarzył faktów??
Głupia dziwka.
Uderzył pięścią w stół, aż laptop podskoczył.
Zwykła dziwka, idzie do łóżka z byle kim. Z nim poszła od razu, zaraz pierwszego wieczora. Normalna puszczalska. Ciekawe, ilu jeszcze zaliczyła w ciągu tych kilku dni.
Odchylił się na oparciu do tyłu. Co go to wszystko?? Jutro miał najważniejszy wyścig w życiu – a już na pewno w tym roku – a on się babą przejmuje.
Jasne... ta baba mogła odebrać mu puchar!!
Tego by nie zniósł. Nie dość, że go tak nabrała, to jeszcze teraz odebrałaby mu zwycięstwo. Niedoczekanie!! Zerżnie jej tyłek na torze tak samo jak w łóżku!! Albo jeszcze lepiej!!
Pukanie.
Wstał i poszedł otworzyć drzwi.
Kit – uśmiechnął się.
Jak się czujesz?
W związku z czym? – Dee Ming zapytał podejrzliwie.
Jutrzejszym wyścigiem, a czym niby?
A... spoko... chyba.
Kit uśmiechnął się i wszedł.
Trochę się dziś zdenerwowałeś – zauważył Kit.
No i co z tego?
Nie atakuj mnie, Ming. Tak sobie stwierdzam.
Przepraszam.
Chcesz pogadać?
Nie.
Okej. Daj mi jakiejś wody z sokiem.
Dee Ming podszedł do barku i wziął szklankę.
Kit... jak mi dziś poszło? Ale tak szczerze.
A czy ja się na tym znam?
Przestań. Jak?
Na moje oko doskonale. Byłeś za nią, ale ją wyprzedziłeś. Nie sądzę, by ten poślizg wiele ci dał, bo ona bez problemu by to nadrobiła.
Nie zniosę, jeśli jutro mnie prześcignie.
Co cię boli, Ming?
Hm?
Co cię boli. To, że mógłbyś przegrać z dziewczyną?
Nie, nie o to chodzi.
Podoba ci się, o to?
Nie. Właściwie sam nie wiem. Po prostu mnie wkurzyła, czemu nic mi nie powiedziała?
Może myślała, że wiesz.
A niby skąd?
A skąd ona wiedziała kim ty jesteś?
Dobra, nieważne. Nie będę sobie zawracać tym głowy – Dee Ming podał szklankę z wodą Kitowi, a potem usiadł obok niego.
Lekarz przyglądał mu się uważnie przez chwilę, a potem napił się trochę.
Odstresowujący masażyk? – zapytał.
Jak najbardziej – Dee Ming uśmiechnął się słabo.
Jutro musisz być skupiony. Żadnych dystrakcji. Tylko wyścig.
Tak będzie. To zbyt ważny wyścig, by go zawalić.