2005/12/10

c.d.

Popatrzyła na niego zaskoczona.
Idź, bo cię zjem, albo będziemy tu szaleć cały dzień, a ja mam inne sprawy – pochylił się nad nią i pocałował.
Zaraz uciekam.
Nie zaraz, teraz.
Ale wrócę...
To groźba, czy obietnica?
To zależy. Boisz się, czy cieszysz, gdy to mówię?
Zaśmiał się.
Usiadła.
Dobra, idę. Ja też mam sprawy i jakieś zajęcia.
Wyciągnął się na pomiętej pościeli i obserwował ją, jak się ubierała.
Nie ma to jak zaprzyjaźniać się z torem - powiedział Tomy, uważnie obserwując Dee Minga.
Ten tylko wzruszył ramionami.
Wskakuj - Chiu Wai odsunął się od bolida, by Dee Ming mógł się do niego dostać.
Wsiadł.
To nawet nie są eliminacje, po prostu próbujesz na ile ich stać i na ile możesz sobie pofolgować - Tomy nachylił się nad nim z kaskiem w ręku.
Wiem - mruknął Dee Ming.
Zaraz obok nich było stanowisko ekipy Japończyka. Sorimachi pojawił się w kasku i stanął przy swoim bolidzie. Założył rękawiczki, a potem rozejrzał się; zauważył Dee Minga i mu pomachał, a potem uniósł w górę kciuk. Dee Ming uśmiechnął się, uniósł rękę, wysunął kciuk, a następnie ustawił dłoń w pozycji poziomej i lekko nią pokręcił. Potem roześmiał się. Szkoda, że nie widział miny Japończyka.
Zastanowiło skąd ta sympatia. Czyżby więzi między Azjatami?
Tomy wepchnął mu w ręce kask i odsunął się od bolida.
Dee Ming ruszył na start. Czuł jak serce mu wali; zawsze waliło, aż do momentu samego startu, kiedy to wszystko przestawało mieć znaczenie i był już tylko on i jego bolid.
Ruszył... Jeszcze na początku zerkał na bolid Japończyka, który jechał tuż przy nim, ale potem przestał zwracać na niego jakąkolwiek uwagę i skupił się na samej jeździe. Dopiero na ostatnim okrążeniu zerknął w prawą i lewą stronę, czy gdzieś jego przeciwnika nie widać. Był sam - nikogo przed nim, nikogo obok. Ci za nim się nie liczyli. Dziób bolida pojawił się po lewej stronie na ostatniej prostej.
Ming, Sorimachi finiszuje - usłyszał głos Tomy'ego w słuchawce.
O nie... - mruknął Dee Ming i przyspieszył.
Metę przejechał pierwszy, pół bolida przed Japończykiem.
Zajechał do swojej ekipy.
Mocny jest - powiedział Miu Wai, gdy Dee Ming zdjął kask.
Pół bolida to dużo - zaczął Tomy - ale nie wystarczająco dużo.
Wiem. Mam wrażenie, że on się dopiero rozgrzewa - Dee Ming zerknął na Japończyka, który gramolił się ze swojego pojazdu. Ten najwyraźniej zauważył, że Chińczyk patrzy w jego stronę, bo powtórzył jego gest z kciukiem. Dee Ming z kolei powtórzył gest Sorimachiego. Potem przestał na niego zwracać uwagę.
No, to zacząłeś ładnie - powiedział Kit.
Tomy nie jest zadowolony - Dee Ming się uśmiechnął.
Nie spoczywaj na laurach - Tomy popatrzył na nich, a potem też się uśmiechnął. - Moim zadaniem jest zawracać ci głowę.
Wiem - pokiwał głową Dee Ming. - Aż za dobrze wiem. Bez ciebie siedziałbym teraz w jakimś biurze i przystawiał stempelki na dokumentach.
I pamiętaj o tym - Tomy pogroził mu palcem.
Wieczorem Dee Ming postanowił sobie trochę pofolgować. Wyskoczył do pubu, który pokazała mu Aniki. Nie, wcale nie chciał jej tam spotkać i wcale nie szedł tam, by na nią trafić. Po prostu chciał się napić piwa, a ona przecież mówiła, że to fajne miejsce.
Usiadł - swoim zwyczajem - przy barze i zamówił Heinekena.
O, witam - klepnął go ktoś w ramię i usiadł obok.
Yoshiki - Dee Ming skinął głową. - I ty tu?
Jak widać.
A czyim to bolidem się teraz opiekuje niesławny Hashimoto Yoshiki?
Niesławny?
No co, zostawiłeś mnie w połowie sezonu... dla dziewczyny - ostatnie słowa wypowiedziane zostały z głośną pretensją. Po chwili Dee Ming uśmiechnął się. - Mam nadzieję, że była tego warta.
Ee, i tak już nie jesteśmy razem.
No to kijowo. Ja nie mam mechanika cud, ty nie masz dziewczyny.
Czyżbyś nie znalazł nikogo na moje miejsce?
Całe stado. Żaden tak dobry jak ty. Gdzie teraz robisz?
Tu.
Sorimachi?? - Dee Ming zapytał z lekkim niedowierzaniem.
Yoshiki tylko pokiwał głową.
Ten facet mnie prześladuje chyba.
Facet??
Nieważne. Jesteś tu z kimś, czy się ze mną napijesz?
Jestem tu z kimś, ale się z tobą napiję. Bo cię lubię.
Obóz wroga normalnie... - Dee Ming uśmiechnął się.
Zaraz wroga. Zresztą i tak skopiemy wam tyłki.
Żartujesz chyba. Dziś nie daliście rady.
E tam. Dziś się nie liczy. Czajenie się na przeciwnika.
Ale ja już swoje wyczaiłem - Dee Ming wyszczerzył zęby.
Nie bądź taki pewny siebie.
Nie jestem. Ani trochę nie jestem.
Ani ciut ciut?
Ani ciut ciut. Jestem po prostu najszybszy, najprzystojniejszy, najsympatyczniejszy i najskromniejszy. Jedyna moja wada to to, że się nie doceniam.
Właśnie widzę.
Powód, dla którego Dee Ming wcale nie poszedł do tego pubu, nagle do nich podszedł.
Znacie się, chłopcy?
Znamy – Dee Ming pokiwał głową.
Yoshiki przyglądał się mu przez dłuższą chwilę uważnie, a potem popatrzył na Aniki.
Kiedyś robiłem dla tego drania. Uważaj na niego, to łobuz.
Lubię łobuzów – Aniki oparła się na ramieniu Dee Minga, a druga ręka powędrowała pod jego kurtkę i oparła się na jego piersi.
Tego powinnaś unikać.
Eee tam...
Lepiej go słuchaj – uśmiechnął się Dee Ming.
Nigdy nikogo nie słucham. Tylko w pracy go słucham, w pubach niech sobie gada co chce.
No to nigdy, czy tylko w pracy? – Yoshiki uśmiechnął się podstępnie.
Głupi jesteś – warknęła na niego, śmiejąc się. – Czy ja też dostanę piwo?
Nie – Yoshiki pokiwał głową. – Ty możesz dostać co najwyżej soczek.
A ty co, jej starszy brat jesteś?
Nie. Ale ktoś musi pilnować tej lafiryndy.
Przyskoczyła do Japończyka i solidnie grzmotnęła go w klatkę piersiową.
Dee Ming patrzył przez chwilę, jak się „biją”, a potem zastanowił się, co ona właściwie robiła w tym świecie wyścigów. Dziewczyny były zazwyczaj czyimiś dziewczynami, więc albo gdzieś tu był jej samiec i on mógł mieć kłopoty, albo była czyjąś byłą – i też mógł mieć kłopoty – albo była tu sama z siebie, bo lubiła wyścigi, albo została w środowisku po jakimś byłym. Grunt, żeby mu nikt jaj nie oberwał za spanie z nią. Co ciekawe, ona wcale nie miała najwyraźniej zamiaru ukrywać, że go zna i że to nie jest znajomy od „cześć”. Świadczył o tym chociażby fakt, iż po „bójce” z Yoshiki znowu wróciła do niego, znowu oparła się na jego ramieniu i przytuliła policzek do jego.
Czy wy... tego? – zapytał Yoshiki.
Czy my tego? – Aniki nachyliła się i zajrzała Dee Mingowi w twarz.
Tego i tamtego – odparł.
No to moja pomyłka. Ming, uważaj na nią, to łobuz.
Za późno – Dee Ming uśmiechnął się lekko.
No i coś ty zrobił z włosami??
A co, nieładnie?
A mówią, że to Japończycy robią idiotyczne rzeczy z włosami... – Yoshiki przewrócił oczami.
Ty się, Hashimoto, uspokój – Dee Ming wyciągnął nogę, by kopnąć Yoshiki, ale ten się usunął i siedzący Dee Ming go nie dosięgnął.
Tak jest, Hashimoto, uspokój się – poparła Dee Minga Aniki.
Nieeee, no tego już za wiele. A ty co, Brutusie!! Judaszu!!!
Z tym się trzyma, z kim się śpi.
A z tego żyje, co się je. Kocham ośmiornice... choć się ich brzydzę – zaśmiał się Dee Ming.
Błeeeee – wyraziła swoją opinię Aniki.
Nie, no jesteście niemożliwi!!
W pewnym momencie Dee Ming poczuł, że Aniki cała się spięła. Zerknął na nią; patrzyła w kierunku wejścia, stał tam wielki facet, przez którego go poszturchnęła kilka dni wcześniej.
Yoshiki, jak nie będę wstanie się podnieść, to odtransportujesz mnie do Kita, dobrze?
Do Kita? Do twojego doktorka? Dobra... ale o co chodzi?
Dee Ming poczekał chwilę, a kiedy wielki facet był już na tyle blisko, by ich zauważyć, obrócił się do Aniki, przyciągnął ją do siebie, chwycił jej głowę w dłonie i mocno pocałował. Momentalnie zatopiła palce w jego czuprynie. Całowali się szaleńczo przez chwilę, a potem odkleili się od siebie i oboje popatrzyli na Yoshiki, który przyglądał się im z lekkim uśmiechem, oparty łokciem o bar.
Usiadł przy stoliku i udaje, że nie widzi, ale zakatrupi was oboje – powiedział w końcu Japończyk.
Jestem desperado – warknął Dee Ming.
Jesteś. Ścigasz się w bolidzie, do tego trzeba być desperado – pokiwał głową Yoshiki.
Idzie tu – szepnęła Aniki.
Dee Ming nie popatrzył w kierunku niedźwiedzia, po prostu przyciągnął ją znowu i wsunął język w jej usta.
Yoshiki wydał z siebie jeden gwizd.
Dee Ming doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wielki facet stanął koło nich i coś zamówił. Potem stał, czekając, aż mu się poda napitek. Chińczyk miał to w nosie, podobało mu się prowokowanie faceta, bez względu na to, jak to się mogło skończyć. Tego wieczora Aniki szalenie mu smakowała i miał nadzieję, że ona miała na niego taką samą ochotę, jak on na nią. Z jej gardła wydobył się pomruk i właśnie w tym momencie Dee Ming poczuł, że ktoś go puka w ramię. Niechętnie odkleił się od Aniki i popatrzył – niedźwiedź stał nad nimi.
Kolego...
Tak? – Dee Ming zrobił niewinną minę.
Mogę z nią chwilę porozmawiać?
Jesteśmy zajęci – Dee Ming udawał, że w ogóle nie wie, co jest grane.
Widzę. Ale jednak chciałbym z nią porozmawiać.
Dee Ming popatrzył na przytuloną do niego Aniki.
Chcesz z nim rozmawiać? – zapytał.
Nie – odparła.
Hm, ona nie chce z tobą rozmawiać.
Ale ja chcę.
Dee Ming wzruszył ramionami.
Ale ona nie chce.
Niedźwiedź nachyli się do jego twarzy.
Żółtku... – warknął groźnie.
Tak, białasie?
Wielki facet zmrużył oczy, patrzył przez chwilę na Dee Minga, a potem odszedł, klnąc.
Jezu, myślałam, że ci da w pysk – szepnęła Aniki. – Naprawdę się wystraszyłam.
Mam nadzieję, że podobałbym ci się nawet bez zębów.
Ty mi się będziesz podobać zawsze – cmoknęła go w policzek.
Cudowna była. Musiał to przyznać. No, no, żebym się nie zakochał, bo to już przesada, pomyślał sobie.
Myślałem, że cię rozwali – powiedział cicho Yoshiki, nachylając się do nich, by mogli go usłyszeć.
Ja też – przyznał Dee Ming.
Może idźcie, zanim on zmieni zdanie, co?
To nie jest głupia propozycja – poparła go Aniki.
Nie będę się spierał – Dee Ming wstał i utopił rękę w kieszeni, szukając pieniędzy.
Ja stawiam – Yoshiki uniósł rękę. – Masz takie cojones, że należy ci się piwo ode mnie.
Aniki już ciągnęła Dee Minga w stronę wyjścia.
Dzięki. Jeszcze się na pewno zobaczymy – Chińczyk klepnął Yoshiki w ramię.
Niewątpliwie.
Wyszli. Dee Ming objął Aniki i nieśpiesznie poszli w kierunku hotelu.
Następnego dnia obudził się wcześnie. Właściwie to Aniki go obudziła, zbierając się do wyjścia.
Już? – zapytał zdziwiony.
Już co?
Już idziesz?
Idę. Muszę się doprowadzić do porządku przed wyścigiem.
Okej – mruknął i wtulił się w poduszkę.
Pocałowała go w nos i wyszła.
Cholera, zakochałem się – mruknął do siebie. – Ciekawe, komu, zołza, kibicuje.
Bo najwyraźniej nie jemu. Jeżeli Sorimachiemu, to pobije Japońca o całego bolida.
Dee Ming był jakoś dziwnie spokojny. Ogólne zamieszanie jakoś mu nie przeszkadzało, a bieganina nie irytowała. Może to była kwestia pewności siebie. Nie zwracał też specjalnie uwagi na ekipę Sorimachiego. Japończyk był ważny tylko na torze, poza nim był jedynie powietrzem. Czasami stawał przy bolidzie i rozglądał się uważnie, usiłując znaleźć w tłumie Aniki, ale jak do tej pory nigdzie jej nie zauważył. W zasadzie mógł po prostu spytać o to, z kim tu była, ale jakoś nie chciał. Wolał dowiedzieć się sam.
Czas na ciebie - Tomy podał mu kask.
Dee Ming wziął go i wskoczył do bolida. Powoli ruszył na start. Chwilę potem, kątem oka, zauważył bolida Sorimachiego zajeżdżającego obok. Popatrzyli na siebie, pomachali sobie, a potem obaj popatrzyli przed siebie. Dee Ming pomyślał, że to chyba jest właśnie eleganckie sportowe zachowanie: najwięksi przeciwnicy odnoszą się do siebie z sympatią. Bo co by nie mówić - chciał Japończykowi skopać tyłek, ale prywatnie kompletnie nic do niego nie miał. Pewnie mógłby go nawet polubić, gdyby go tylko poznał.
Wystartowali. Dee Ming czuł lekkie wstrząsy; chłopcy coś źle dokręcili, albo on był przewrażliwiony. Wszystko jedno, nie miał zamiaru zjeżdżać.
Wszystko jest na miejscu? - spytał Tomy'ego.
Jasne. A co?
Trzęsie.
Chcesz sprawdzić?
Dee Ming nie odpowiedział od razu, bo właśnie wjechał na zakręt.
Nie - odparł, gdy znów był na prostej.
Wiedział, że Tomy uprzedzi chłopaków, żeby wszystko sprawdzili, gdy zjedzie na zmianę kół.
Sorimachi zjechał szybciej. Musiał mieć dobry dzień.
Dee Ming uniósł maskę kasku i Kit podał mu wody na słomce.
Gdzie trzęsie? - spytał Dao Lok.
Nie wiem - odpowiedział Dee Ming. - Po prostu jakoś bardziej trzęsie.
Większy przegląd?
Ile to zajmie?
Przynajmniej dwie minuty więcej.
Nie ma mowy!
Zjeżdżasz, jak tylko będzie się działo coś niepokojącego - zaznaczył dobitnie Dao Lok.
Dee Ming skinął głową i opuścił maskę.
Kilka sekund później był znowu na torze, usiłując dogonić Sorimachiego.
LEWO!! - ryknął nagle Tomy.
Dee Ming aż się skrzywił.
SKRĘCAJ W LEWO!!
Nie będę tracił czasu na skręty, pomyślał Dee Ming. I nie miał zamiaru nikogo przepuszczać. Huk za nim sprawił, że rozkaz Tomy'ego, wwiercający się w jego uszy, stał się natychmiast zrozumiały. Szarpnął lekko kierownicą w lewo, ale nie wiedział, czy było już za późno, czy po prostu i tak nie miał wiele szans na ucieczkę.
Obok niego przekoziołkował jeden bolid na dziobie, kolejny na koziołkującego wpadł z ogromnym impetem spychając go całkiem z toru, a trzeci spadał z góry, gdzieś od prawej strony, prosto na tor tuż przed Dee Mingiem. Nie było czasu na skręty, jedyne co mógł zrobić, to przyśpieszyć, by uniknąć zmiecenia przez lecący z góry bolid. Tak też zrobił; może by się udało, ale jakiś odłamek innego pojazdu rąbnął go w dziób, skutecznie zwalniając i wyraźnie poczuł szarpnięcie, kiedy spadający bolid o niego zahaczył.
Kurwa!! - zaklął, ale nie zwolnił.