Masz 15 minut - Tomy postukał mu w kask. - Chcę zobaczyć maksimum okrążeń, jakie dasz z siebie wycisnąć. Jasne?
Dee Ming pokiwał głową.
Po piątym zmiana kół.
Dee Ming znowu potwierdził, kiwając głową.
Tomy odsunął się od bolida i poszedł na start.
Wirtualnie to nie to samo, co w praktyce... Można nauczyć się zakrętów, do pewnego stopnia wiedzieć jak szybko da się je pokonywać bez wyłożenia się, ale adrenalina tylko w prawdziwym pędzie się pojawia. Uczenie się toru było dla Dee Minga zawsze najnudniejszą rzeczą, ale sama jazda, nawet próbna, to było to, co uwielbiał najbardziej. Po piątym okrążeniu zajechał do mechaników, którzy natychmiast przystąpili do zmiany kół i sprawdzania stanu pojazdu. Zerknął na Tomy'ego; ten pokręcił głową. Znaczy: nie poszło mu za dobrze. Zacisnął zęby. Teraz postara się bardziej.
Mechanicy odskoczyli i Dee Ming ruszył dalej, kątem oka zauważając, jak Tomy wyłącza stoper, liczący czas zmiany kół. Przy kolejnym mijaniu mety Tomy zamachał na niego flaga, oznaczającą przedostatnie okrążenie. Dee Ming przyśpieszył: nie ma to jak doskonały finisz. Na ostatniej prostej dodał gazu, a po przejechaniu linii zajechał do mechaników. Miu Wai pomógł mu wyjść z bolida. Tomy stał obok, obserwując Dee Minga, a potem powiedział spokojnie:
Za pierwszym razem poszło ci tak sobie. Stać na więcej, po zmianie kół poszło ci jeszcze gorzej.
Jechałem szybciej.
Szybciej, nie znaczy lepiej. Nie wygrasz, jeżeli się rozwalisz po drodze.
Nie rozwaliłem się.
Tym razem. Słuchaj, ty się musisz skupić na tym, co robisz! - Tomy zaczął wykład. - Znasz tor?
Dee Ming kiwnął głową.
No to wykorzystaj tę wiedzę, do jasnej cholery!! Pędź jak szalony na prostych, ale opanuj się na zakrętach, bo wylądujesz na barierce, zamiast na mecie. Jasne?
Tak.
Cieszę się. A teraz się zwijamy.
Dee Ming się skrzywił.
Nie wykręcaj gęby - warknął na niego Tomy. - W końcu to twoja wina. Coś ty robił całe rano??
Miu Wai zrobił ruch biodrami. Dee Ming kopnął go w pośladki.
Odp...
Spokój! - Tomy był najwyraźniej zły.
To się więcej nie powtórzy - obiecał Dee Ming.
Mam nadzieję.
Kilkanaście metrów dalej zajechał kolejny bolid. Wysiadł z niego drobny facet i zaczął rozmawiać z innym, najprawdopodobniej swoim trenerem.
Kto to jest? - spytał Dee Ming.
Jakiś Japoniec. Teraz nie pamiętam nazwiska. Jakoś na S.
Taki mały i kusy, że faktycznie Japoniec - mruknął Chiu Wai.
Co to za bigoteria!! - zaśmiał się Dee Ming.
Popatrzymy, jak mu idzie? - nieśmiało zaproponował Dao Lok.
Wszyscy popatrzyli na niego.
W sumie... można by... - niepewnie poparł go Miu Wai.
W końcu bardziej swój, niż cała reszta ludzi w kolorze świnek... - stwierdził Dee Ming.
-... i czekolady - dokończył Dao Lok.
Z jakimi rasistami ja się tu zadaję!! - krzyknął Chiu Wai, wznosząc ręce ku niebu.
Nieważna solidarność - powiedział Tomy. - Trzeba poznać wroga. Popatrzymy i zobaczymy, czy to godny przeciwnik.
Nie lubię godnych przeciwników - powiedział Dee Ming, szczerząc zęby w uśmiechu. - Lubię wygrywać.
Wszyscy się zaśmiali.
Poszli na trybuny poprzyglądać się Japończykowi.
Im dłużej obserwowali jazdę, tym bardziej Dee Mingowi rzedła mina.
Dobry jest, skubany - Dao Lok powiedział w końcu głośno to, co myśleli wszyscy.
Trochę aż za bardzo godny ten przeciwnik - bąknął pod nosem Dee Ming.
Cykasz? - zapytał go Miu Wai.
Dee Ming strzelił go kantem dłoni w czubek głowy.
Chodźcie stąd - Chiu Wai wstał. - Bo jak to widzę, to mi się płakać chce.
Co, nie wierzysz we mnie? - złowieszczo zapytał go Dee Ming.
Ty widziałeś w jakim tempie oni obsługują jego bolida?? - Chiu Wai zrobił wielkie oczy. - My to chyba na zwolnionym tempie działamy.
Nie jest tak źle - powiedział bez przekonania Dao Lok.
Trzeba nad tym popracować - powiedział poważnie Tomy. - Trzeba duuuuużo pracować.
Odezwał się... facet ze stoperem - uśmiechnął się Miu Wai.
Widzisz tego gościa? - Tomy wskazał palcem Dee Minga. - Chcesz, żeby zakończył karierę z pucharem w ręku, czy żeby cię źle wspominał, bo jesteś ślimak?
Coś ty taki poważny dzisiaj?
Zły. I wcale nie jest mi do śmiechu. Połowa zawodników jest połowę młodsza od niego.
No to co? - zaatakował Dee Ming. - To nie jest bieg przez płotki, gdzie się liczy sprawność fizyczna tylko i wyłącznie i mi serducho siądzie, albo co. Doświadczenie to też coś.
Tomy popatrzył na niego.
Prawda. I dlatego uważam, że powinieneś wygrać ten wyścig. A jeżeli zawalisz, to cię zabiję. Co ze mnie byłby za trener, gdybym nie zmusił cię do wygrania wyścigu, w którym masz tak ogromne szanse.
O! - Dee Ming uniósł palec. - I na tym poprzestańmy.
Żreć!!! - powiedział Miu Wai, wstając.
Nie, no jak ty się wyrażasz!! - Chiu Wai się roześmiał.
Autentycznie, chodźcie gdzieś coś podjeść - Dao Lok ruszył w kierunku wyjścia. - Trochę zgłodniałem od tego CZEKANIA! - ostatnie słowo zostało wykrzyczane Dee Mingowi w twarz.
Dee Ming wzruszył tylko ramionami.
Poszli cała zgrają do małej knajpki, serwującej pizze.
Ciekawe, czy mają tu jakieś normalne żarcie – mruknął Miu Wai, czytając kartę dań.
Jesteś w Europie, jedz po europejsku – szturchnął go Chiu Wai.
Jestem Chińczykiem.
No to co? Trzeba poszerzać horyzonty.
To ty poszerzaj horyzonty, a ja wieczorem pójdę poszukać miejsca, gdzie normalnie dają jeść.
Lepiej powiedz od razu, że pójdziesz na podryw.
Kelnerka wzięła ich zamówienie, a oni cierpliwie – we względnej ciszy – czekali na swoje pizze.
Dee Ming był zamyślony. Przyglądał się uważnie Japończykowi na torze i wiedział, że to będzie trudny przeciwnik. To był ktoś, kto mógł go pokonać.
O której jutro zaczynają zawodnicy? – Dee Ming spytał Tomy’ego.
Nie wiem.
Mógłbyś sprawdzić?
Czemu? Chcesz się wcisnąć w wolną chwilę?
Nie. Chcę na nich popatrzeć.
Patrzenie ci nic nie da, musisz się z nimi pościgać.
To swoją drogę, ale chcę wiedzieć, czego się spodziewać.
Zobaczę, dam ci znać wieczorem.
Okej.
A ty się skup na tym, co masz zrobić. Żadnych dziewczyn i innych zbędnych spraw.
Jasne.
Tomy pokiwał głową i uśmiechnął się do Dee Minga. Ten próbował odwzajemnić uśmiech, ale wyszło mu to dość nieszczególnie i w wyniku końcowym na jego twarzy pojawił się bliżej nieokreślony grymas.
Chyba nie cykasz? – spytał go Dao Lok.
Tak jakby straciłem trochę pewność siebie, jak zobaczyłem tego Japończyka.
To lepiej ją odzyskaj, bo inaczej nic nie wygrasz – powiedział Tomy.
Wiem, wiem... – mruknął bez przekonania Dee Ming.
Po południu znowu był na torze. Chciał go sobie dokładnie obejrzeć. Razem z Kitem chodził, przyglądając się zabezpieczeniom na zakrętach.
Wcale nie jestem pewien, czy to, czy te tu rzeczy mogą ochronić mi życie – powiedział.
Kit zerknął na niego.
One nie mają chronić ciebie, tylko widownię przed twoim bolidem.
Dzięki za pociechę.
Ach, to miałem cię pocieszać?!
W jakiej jestem formie?
Dobrej.
Ale tak szczerze. Chcę wiedzieć. Chcę wiedzieć na co mnie stać.
Ah Ming, masz tyle lat ile masz. Wyglądasz na kilka mniej, jesteś zdrowy i w pełni sił. Jest wszystko w porządku. Czym się przejmujesz? Czy może też powinienem zapytać: czym się martwisz?
Nie wiem. Po prostu chcę wiedzieć, czy mam realne szanse. Nie chcę się zbłaźnić.
Jeżeli chodzi o twoją kondycję, to tutaj jestem zupełnie spokojny.
Szli przez chwilę w milczeniu.
Zastanawiałeś się, co potem?
Potem?
Po wyścigu. Po tej części życia. Co będziesz robił?
Nie wiem. Na pewno postaram się poświęcić więcej czasu synowi. A poza tym... chyba nawet o tym nie myślałem.
Tak pytam, z ciekawości. Mam wrażenie, że jesteś zdenerwowany – Kit zauważył po chwili.
Jestem. Nawet nie wiem czemu. W końcu to nie pierwszy wyścig, poza tym widywałem trudniejsze tory.
Może dlatego, że jest ostatni. Każdy chce skończyć w chwale.
Może. Pewnie tak. Chociaż nie czułem się tak, dopóki nie zobaczyłem tego Japończyka.
Tu cię boli!
Dee Ming wzruszył ramionami.
Powinieneś się rozerwać.
Eeee...
Poważnie. Pomyśleć o czymś innym. Zapomnieć.
Tomy każe mi się skupiać.
Tomy nie jest psychologiem.
Ty też nie.
Psychologia jest obowiązkowa na studiach medycznych, coś tam liznąłem.
Super. Powiedz to Tomy’emu. Bo jak zacznę się rozrywać sam z siebie, to on mi potem głowę urwie.
Seks to lekarstwo na wszystko. Wyrwij jakiś towar, zabaw się, Tomy nie musi wiedzieć.
Wczoraj już wyrwałem.
I jak się czułeś rano?
Świetnie, tylko że wtedy jeszcze nie widziałem tego Japończyka.
Tym bardziej wyrwij coś dziś. To się tak zmęczysz, że mózg nie będzie myślał niepotrzebnie o rzeczach, na które i tak nie masz wpływu.
Czy to jest polecenia pana doktora?
Traktuj to jak instrukcje twojego osobistego lekarza.
Jesteś moim osobistym lekarzem.
No więc właśnie.
Skończyli obchód toru i ruszyli z powrotem do hotelu.
Popołudnie Dee Ming spędził na pracy. Odpuścił sobie już uczenie się toru, zajął się natomiast studiowaniem listy zawodników i tym, co osiągnęli. Nigdy do tej pory czegoś takiego nie robił. Zaczął się zastanawiać, czy to nie objaw jakiejś niezrozumiałej paniki; zawsze chciał wygrywać, ale nigdy nie miało to takiego symbolicznego znaczenia, jak teraz i może właśnie dlatego tak go ta cała sytuacja stresowała.
Zgłodniał, zszedł więc do restauracji na dół, ale nim coś sobie wybrał, to mu apetyt w zasadzie przeszedł. Zamówił tylko jakąś sałatkę i herbatę. Potem ruszył z powrotem do pokoju.
Do windy pakowała się właśnie jakaś wycieczka, która najwyraźniej akurat skądś wróciła, postanowił więc pójść schodami.
Cześć przystojniaku – usłyszał za sobą głos Aniki.
Odwrócił się.
Cześć, śliczna.
Uśmiechnęła się do niego i podeszła bliżej – a może po prostu szła do góry. Szli obok siebie przez moment, aż dotarli do drugiego piętra i Dee Ming skręcił w lewo do swojego pokoju. Złapała go za pasek od spodni. Zatrzymał się i obejrzał na nią. Obawiał się tego i zdaje się, że słusznie: ona sobie teraz uzurpowała do niego jakieś prawa.
A może powtórka? – zapytała.
Uniósł lekko prawą brew.
Powtórka... – powtórzył w zamyśleniu.
Zajęty jesteś? Toru się uczysz?
Nie, okazało się, że dość dobrze go pamiętam.
Trochę relaksu ci nie zaszkodzi. Mnie też nie.
Przyglądał jej się przez chwilę. W końcu stwierdził, że nie uzurpowała sobie żadnych praw, interesował ją po prostu seks.
Zmrużył oczy, a potem się uśmiechnął, chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą. Doktor kazał, prawda?
Najpierw podszedł do laptopa, by go zamknąć, ale ona już w drodze zaczęła go rozbierać.
Co ja takiego w sobie mam? – zapytał, wysupłując ręce z do połowy ściągniętej z niego kurtki.
Nienawidzę blondynów... – powiedziała. – Ale uwielbiam skośne oczy – dokończyła po chwili.
Zamknął laptopa i odwrócił się do niej. Natychmiast go pocałowała.
Kochali się nie mniej dziko, niż poprzedniej nocy, ale rano on nie był już zdziwiony widząc ją obok siebie. Zaczynało mu się to podobać: dziewczyna pojawiała się i robiła co do niej należało, bez zbędnych ceregieli i zawracania głowy. A potem znikała, gdy nie była potrzebna.
Wstał, wziął szybki prysznic i siadł do laptopa. Ciągle nie wiedział, jak się nazywał Japończyk, a Tomy nie poinformował go o rozkładzie ćwiczeń na torze na dziś. Musiał się najwyraźniej upomnieć.
Wszedł na stronę wyścigów i zaczął przeszukiwać listę uczestników.
Sorimachi. Japończyk nazywał się Sorimachi.
Ciekawa lektura – powiedziała nad jego głową Aniki.
Nie usłyszał, jak wstała i do niego podeszła.
Mam jeszcze trochę czasu do ćwiczeń, a nie chcę go tracić.
Zrozumiałe.
Przesunęła ręce po jego głowie od tyłu do przodu, mierzwiąc mu włosy i zrzucając długą grzywkę na oczy. Cmoknął ją w dłoń.
Mam sobie iść? – zapytała.
Nie było w jej głosie cienia złośliwości.
Nie wiem – odpowiedział.
Zaczęła masować jego ramiona.
Nie – powiedział.
Mam przestać?
Nie, nie idź. Rób to, co właśnie robisz, dalej.
Mogę zrobić więcej.
Zrób – uśmiechnął się psotnie.
Pocałowała go w szyję.
Jak bardzo więcej sobie życzysz?
Na całego. Zobaczymy na co cię stać.
Już ty dobrze wiesz, na co mnie stać.
Jej ręce oparły się na jego klatce piersiowej. Po chwili obeszła go dookoła i usiadła na nim okrakiem.
Zostaw tę machinę – powiedziała, chwytając jego głowę w obie ręce.
Popatrzył na nią.
Ależ ty masz apetyt – zaśmiał się.
Mam apetyt na ciebie.
Zaśmiał się znowu.
Zaczęli się całować. W trakcie przeniósł ją na łóżko.
Od dawna je rozjaśniasz? – zapytała, gdy się z niej zsunął, ciężko oddychając.
A jakieś dwa czy trzy miesiące temu mi odbiło.
Ach, to widać, bo masz akurat dwu-trzymiesięczne odrosty.
Co mam?
A długo taki będziesz?
Dopóki nie odrosną.
Potargała jego czuprynę.
Idź już – powiedział nagle.