2005/12/10

c.d.

miał zamiar wyjechać.
Skończył swoje piwo i zaczął bawić się butelką. Zerknął na chłopaków - byli zajęci rozmową. Całe szczęście.
Jesteś tu chyba stałym bywalcem - powiedział.
Ee, wpadam tu raz do roku.
Wakacje?
Praca.
Praca, wymagająca podróży?
Kiwnęła głową.
To jak moja - uśmiechnął się.
Ale tu ciebie jeszcze nie było.
Byłem. Jakieś 10 lat temu, czy może trochę więcej. Ale wtedy wiele nie osiągnąłem.
Teraz liczysz na więcej?
Teraz liczę na wszystko.
Wszystko!! - zaśmiała się. - Toru się najpierw naucz dobrze!!
Patrzył na nią nieco zaskoczony.
Co? - zapytała, śmiejąc się. - Pamiętasz go jeszcze?
Trochę mnie zaskoczyłaś - przyznał.
Czemu? Bo wiem, że jesteś jednym z najszybszych w Azji?
Kiwnął głową.
Zaśmiała się.
Poczuł lekkie ukłucie w sercu - zdaje się, że nici z przelecenia tej panienki.
Zrobił zmartwioną minę,
Co się stało? - spytała.
Bo myślałem, ze nie możesz oprzeć się mojemu urokowi i że tak szalenie ci się podobam, a ty tylko chciałaś na piwko z mistrzem - powiedział ze spuszczoną głową, a potem lekko ją uniósł i zerknął na nią z łobuzerskim uśmiechem. Patrzyła na niego przez chwilę, usiłując powstrzymać wybuch śmiechu, a potem powiedziała:
A czy jedno wyklucza drugie?
To co kłamałaś, że blond Chińczyk.
Wcale nie kłamałam. Gdybyś miał normalne włosy, to bym cię w ogóle nie zauważyła, ale że nie masz, to zastanowiłam się skąd znam twarz tego gościa. I w końcu skojarzyłam.
Kiedy?
Jak zobaczyłam tych dwóch. Od razu widać, że to twoi mechanicy, a to znaczy, że przyjechałeś na tor, a to wszystko się poskładało w całość i wreszcie skojarzyłam. Kiedyś widziałam cię na jakimś zdjęciu, ale to była fota sprzed 15 lat chyba... jakoś inaczej wyglądałeś w każdym razie.
Ty pewnie też wyglądałaś inaczej 15 lat temu...
Wyglądało na to, że jeszcze nie stracił szans.
Zdecydowanie inaczej, chodziłam jeszcze wtedy do szkoły.
Nie będę pytał ile masz lat, bo chcę żyć.
Uśmiechnęła się.
Jaki inteligentny - powiedziała.
Jeszcze jedno, czy masz dość? - zapytał.
Zależy, kto stawia - odparła. - Ja swoje odrobiłam.
Moja kolej, znaczy się.
Kiwnął na kelnerkę. Podeszła, a on zamówił kolejne dwa piwa. Wiele nie mówili, zerkali tylko na siebie, uśmiechając się lekko. Ktoś go poklepał po plecach. Uniósł głowę; Chiu Wai.
Spadamy - powiedział.
Okej - Dee Ming przyjął to do wiadomości.
Mechanik uśmiechnął się do dziewczyny i poszedł.
Słodki jest - zauważyła.
Chcesz się do niego dobrać przeze mnie?
A mam szanse?
U mnie czy u niego?
Nie odpowiedziała.
Dee Ming miał wrażenie, że drugie piwo skończył jeszcze szybciej, niż pierwsze. A starał się pić wolniej.
Lepiej, żebym się nie zachlewał, bo nie będę w formie - powiedział.
Rozumiem - skinęła.
Zapłacił rachunek - tak naprawdę za obie kolejki - i wyszli.
Ruszyli w tym samym kierunku. Dee Ming nie był pewien, czy ona idzie w to samo miejsce, czy po prostu z nim. Skręcił w stronę swego hotelu, który był dość blisko, a ona razem z nim.
Zerknął na nią.
No co? - wzruszyła ramionami. - Zgaduję, że zatrzymałeś się w Happy Duckling Hotel.
Pokiwał głową.
Zastanawiam się, dlaczego to się tak nazywa. To znaczy właściwie się nie nazywa, tylko ludzie wołają na ten hotel Happy Duckling.
Nie wiem - odpowiedziała. - Tak już po prostu jest.
Weszli do hotelu, wzięli klucze, każde od swojego pokoju i ruszyli do windy. Dee Ming jechał na 2 piętro, ona na 4.
Ciągle jesteś mi winna piwo - powiedział.
No wiem... - mruknęła.
Popatrzył na nią. Stała z zadartą głową, patrząc na zmieniające się cyferki, informujące na którym piętrze się znajdują. Raz się żyje, pomyślał, odgarnął jej włosy, przybliżył się i ją pocałował. Odwzajemniła pocałunek. Usłyszał tylko szum otwierających się drzwi. Odkleił się od niej, chwycił za rękę i pociągnął na korytarz. Nie opierała się specjalnie. Rozejrzał się, usiłując sobie przypomnieć w którym kierunku był jego pokój.
Jaki masz numer pokoju? - spytała.
265.
Lewo.
Poszli w lewo i faktycznie, szybko dotarli do 265. Włożył klucz do dziurki, a one oparła policzek o jego ramię. Otworzył drzwi, odwrócił się do niej i znowu pocałował. Całując się wturlali się do pokoju. Nawet nie fatygował się zapalać światło, zresztą i tak było dość jasno ze względu na neony za oknem. Ściągnął z niej kurtkę, potem swoją. Jej włosy pachniały czymś, co przypominało mu zapach świeżej trawy, a to szalenie go podniecało. Dotarł już do ramion, częściowo je obnażając, gdy ona cicho szepnęła:
Na imię mam Aniki, jeśli cię to w ogóle interesuje.
Znieruchomiał. Uniósł lekko głowę i popatrzył na nią spod uniesionych brwi.
Aniki?? - powtórzył cicho.
Aniki. I co z tego? - najwyraźniej nie była zadowolona nagłym ochłodzeniem atmosfery.
Cofnął się.
Jego brwi poszły jeszcze wyżej. Nie wiedział co powiedzieć.
Wiesz... hmm... wyglądasz jak dziewczyna... ale ja...
Patrzyła na niego przez moment, a potem zaczęła się śmiać.
Jestem 100% original - powiedziała, przyciągając go do siebie. - Mama dała mi takie imię, bo to było jedyne japońskie imię, jakie znała. Nie wiedziała, że to imię dla chłopca. A we Włoszech i tak nie ma to znaczenia. Tam nikt tego nie wie.
Objęła go ramionami i przycisnęła mocno do siebie.
No co jest? - zapytała, szturchając go lekko biodrami.
Ale mnie wystraszyłaś.
Widzę.
Oparł swoje czoło o jej, a potem znowu zaczął całować. Z początku nieco nieśmiało, ale po kilku chwilach pożądanie wzięło górę i rozkręcił się na dobre.
Ile ty masz właściwie lat? - zapytała go, gdy leżeli obok siebie, spoceni i zmęczeni.
Trzydzieści siedem.
Wpełzła mu na klatkę piersiową i oparła się podbródkiem na skrzyżowanych rękach.
Nie wyglądasz.
Dlaczego mama dała ci japońskie imię?
Mój ojciec był Japończykiem. Zginął w katastrofie lotniczej zanim się urodziłam. Mama chciała, żebym miała imię rodem z Wyspy Kwitnącej Wiśni... i stanęło na Aniki, bo tylko to jedno znała, prócz imienia mojego ojca.
Aleś mnie wystraszyła.
Zbladłeś jak ściana. Faceci to homofoby.
Zaraz homofoby. Nie mam nic przeciwko gejom... dopóki się do mnie nie dobierają.
Podsunęła się nieco wyżej, by dosięgnąć jego podbródka i tam go pocałowała.
Dasz radę jeszcze raz? - zapytała.
A dasz radę mnie rozgrzać? - odpowiedział pytaniem.
Uśmiechnęła się łobuzersko i zaczęła go całować.
Kiedy rano się obudził, spodziewał się, że jej już nie będzie. Chyba jeszcze nigdy mu się nie zdarzyło, by jakakolwiek kobieta została całkiem do rana, zazwyczaj zmywały się wcześnie, zanim się budził. Ale Aniki spała obok. Przytulona do jego ramienia, z lekko rozchylonymi ustami, cicho oddychając. Zastanowił się, ile ta dziewczyna właściwie miała lat; bo na pewno była od niego sporo młodsza. Powoli usiadł, wyswabadzając swoje ramię z jej objęć. Mruknęła coś gniewnie, po czym odwróciła się na drugi bok. Przeciągnął się i wstał; podszedł do okna - było słonecznie i zapowiadał się dość ładny dzień. Samego toru z okna nie widział, ale widział budynki go okalające - te wyższe. Zerknął na swojego laptopa. Chiu Wai miał mu przygotować wirtualny plan toru, ale czy to zrobił, to się dopiero miło okazać. Poprzedniego wieczora w każdym razie nic na ten temat nie wspominał.
Poszedł pod prysznic. Lubił brać prysznic. Stał długo pod lejącą się mu na głowę wodą, krople ściekały z jego długiej, żółtej grzywki, na nos i podbródek. Już się ogolił i właściwie mógł już dawno temu wyjść z łazienki, ale jakoś nie miał na to ochoty.
W końcu zakręcił wodę, owinął się ręcznikiem i wrócił do pokoju.
Ja chcę siusiu - Aniki powiedziała z pretensją w głosie.
Siedziała na łóżku, rozczochrana i z naburmuszoną miną. Wyglądała trochę jak mała dziewczynka.
No to idź.
Wstała i nago poszła do łazienki głośno tupiąc bosymi stopami. Dee Ming przygryzł dolną wargę. Znowu nabrał na nią ochoty. Ale dziś musiał się zająć poważnymi sprawami. Po chwili usłyszał szum wody w łazience. Ona chyba też lubiła prysznice. Otworzył laptopa i uruchomił system.
Jakiego masz ładnego Windowsa - usłyszał jej głos nad głową, a potem poczuł, jak opiera podbródek na czubku jego czupryny i obejmuje jego szyję.
To nie jest Windows, to jest Linux.
Aha...
Przyglądała się przez chwilę temu, co robi.
Ucz się, ucz - powiedziała, gdy otworzył skrót do aplikacji toru, który - jak się okazało - Chiu Wai rzeczywiście przygotował.
Usiłuję - powiedział, zadzierając głowę i patrząc na nią.
Przeszkadzam, tak?
Co miał jej powiedzieć: 'przeleciałem cię, było super, ale teraz wynocha'? Straciłby chyba wszystkie zęby. Zrobił dość niewyraźną minę.
Okej, już się wynoszę, miszczu - uśmiechnęła się.
Obserwował ją, gdy zbierała swoje rzeczy. Zastanawiał się, czy coś się w jej kobiecej głowie rodziło; coś w stylu: to teraz znaczy, że jesteśmy razem, tak? Ostatnią rzeczą, jaką sobie teraz życzył, byłaby wisząca na nim baba. Seks jest okej, ale na tym należy poprzestać.
Wyszła. Nie wyglądała na obrażoną, ale po dziewczynach to wszystkiego można się spodziewać.
Tor był trudny. Ciekawe, że jak tu był ostatnim razem, to taki trudny mu się nie wydawał. Starzeję się, pomyślał.
No co jest!! - nagłe wpadnięcie Chiu Wai trochę go wystraszyło.
A ty, kurna, pukać to już nie?
W czoło się puknij!! Patrz, która godzina! Chcesz tor na 10 minut?
O kurwa!! - Dee Ming popatrzył na zegarek. - Nie mogłeś wcześniej przyjść??
Czekamy na ciebie od 20 minut!! Rusz dupsko!
Lecę, frunę!!
Dee Ming chwycił kurtkę i obaj dosłownie wybiegli z hotelu.
Bolid był gotowy, a cała załoga dość wściekła.
Ja rozumiem, że bal z panną, ale przegiąłeś - skomentował Tomy.
Dee Ming zerknął na Chiu Wai i Miu Wai. Obaj ostentacyjnie odwrócili wzrok z niewinnymi minami. Dee Ming szybko się przebrał - to był chyba jego życiowy rekord szybkości - i wskoczył do bolida.
Wszystko na miejscu? - zapytał go Tomy, zaniepokojony najwyraźniej pośpiechem swego podopiecznego.
Tak.
Kask.
Dee Ming zasłonił twarz maską i włożył kask.