Dee Ming wszedł i rozejrzał się. W knajpce było potwornie nadymione i dość hałaśliwie. Nawet nie rozglądał się po stolikach, po prostu ruszył w kierunku baru, mając nadzieję, że znajdzie się tam jedno wolne miejsce. Chciało mu się piwa i było mu wszystko jedno w jakich warunkach i w jakim towarzystwie je wypije.
Miejsce się na szczęście znalazło. Usiadł, nawet nie pytając tych po obu jego stronach, czy aby na pewno jest wolne i zamówił piwo.
Kątem oka zauważył jakąś awanturę gdzieś z boku. Nie zwrócił na to większej uwagi, bo co go to wszystko właściwie obchodziło.
Okazało się, że powinno było go obejść - biorąca w awanturze udział dziewczyna, przepychająca się wściekle w kierunku wyjścia, szturchnęła go na tyle solidnie, że część jego piwa wylądowała na jego koszulce.
Hej!! - odwrócił się do niej.
Czego!! - warknęła na niego, zatrzymując się.
Uważaj na to co robisz, dobrze?
Odwal się, palancie!
Odwróciła się od niego i wybiegła z pubu.
Dee Ming wzruszył ramionami i odwrócił się z powrotem przodem do baru.
Koleś, z szacunkiem do mojej dziewczyny, dobra? - warknął ktoś za nim, kładąc wielką, ciężką łapę na jego ramieniu.
Dee Ming popatrzył na rękę, a potem, lekko się obracając, na jej właściciela.
Spadaj. I powiedz jej, żeby mnie więcej nie szturchała. Bo ponoszę straty materialne.
Żarty sobie robisz, Chinolu?? - warknął facet.
Nie, jestem śmiertelnie poważny - Dee Ming zaczynał mieć tego dość.
Chodź na zewnątrz to ci pokażę jak ja poważny jestem.
Nie mam czasu na zabawy.
To ja się z tobą pobawię.
Uważaj - krzyknął ktoś - Chinole znają kung fu.
Bez awantur w moim barze!! - po drugiej stronie baru pojawił się około 40-letni mężczyzna.
A czy ja się awanturuję? - Dee Ming wzruszył ramionami. - Ja sobie tylko siedzę i piję.
Wynoś się - mężczyzna warknął na wielgachnego faceta. - Przez ciebie ciągle muszę wstawiać nowe szyby. Wynocha!
Facet patrzył jeszcze przez chwilę na Dee Minga, po chwili trzepnął go w czuprynę, a potem wyszedł. Dee Ming obserwował go nieco zmrużonymi oczami, a potem spokojnie wrócił do swego piwa.
Dee Ming kończył już prawie swój trunek, gdy poczuł wibracje w kieszeni. W ogólnym hałasie pubu nie było słychać dzwonka, dobrze więc, że włączył wibracje.
Wydobył telefon, odebrał, warknął do mikrofonu:
Czekaj.
Po czym ruszył w kierunku wyjścia.
Słucham? - spytał, gdy był już na zewnątrz, gdzie było względnie cicho.
Gdzie jesteś? - zapytał go głos syna.
W Europie.
Łał!!
No łał, tak chcesz pogadać, czy coś się stało?
Dlaczego nigdy mnie nigdzie nie zabierasz?
Dee Ming już wiedział, że nic się nie stało; no, najwyżej z matką się pokłócił.
Masz szkołę.
Eeee tam.
Ucz się. Potem będziesz podróżować.
Ucz się. Czego?
Angielskiego na dobry początek - Dee Ming uśmiechnął się sam do siebie.
To się uczę. Okropny język.
Wiem. Ale inaczej się w tym wielkim świecie nie dogadasz. Oni nie mówią po kantońsku.
To ich naucz.
Ja? Czemu ja!?
Bo ty jesteś wielki.
Dee Ming znowu się uśmiechnął.
Jak mama?
Eeeee tam.
Co znowu zbroiłeś?
Nic. Ona się tylko czepia.
Od tego są mamy. Od czepiania.
Wolałbym być z tobą.
Może jak osiądę gdzieś na stałe. Na razie za dużo jeżdżę.
To jeźdź, ale wygrywaj, tak?
No przecież wygrywam.
Wiem, zawsze oglądam w TV. Mama się wtedy złości, że się nie uczę, tylko na głupoty patrzę. Ale ja oglądam dalej.
Ty lepiej z mamą nie zadzieraj.
No chyba mnie nie wyrzuci!
A kto ją tam wie!! - Dee Ming zaśmiał się.
No tak, ciebie wyrzuciła.
Właśnie.
Kiedy wrócisz?
Nie wiem.
Ale tak mniej więcej.
Tak mniej więcej to za dwa tygodnie powinienem już być.
Dopiero za dwa tygodnie!!!
To jest bardzo ważny wyścig.
Oj, mama idzie, kończę.
Pa - Dee Ming się zaśmiał.
Schował telefon i zapatrzył się przed siebie na krótki moment. Potem wrócił do pubu, skończyć swoje piwo.
Wracając do domu znowu zobaczył tę dziewczynę z pubu. Stała na ulicy, wyglądała jakby na coś czekała. Może prostytutka, albo co - pomyślał Dee Ming, choć wcale nie wyglądała mu na córę Koryntu.
Przepraszam, że cię szturchnęłam - powiedziała niespodziewanie, gdy ją obojętnie mijał.
Hmm? - obrócił się do niej nieco zaskoczony.
Przepraszam. Po prostu chciałam stamtąd jak najszybciej wyjść.
Okej, nic się nie stało - powiedział.
Uśmiechnęła się do niego, a on ruszył swoją drogą. Po chwili zatrzymał się i wrócił do niej.
Jakim cudem mnie zapamiętałaś? - zapytał.
Nieczęsto widuję blond Chińczyków - odparła. -Bo jesteś Chińczykiem, prawda?
Kiwnął głową.
Aha - mruknął i odwrócił się, by odejść.
Zdaje się, że naraziłam cię na straty materialne w postaci piwa, czy co tam piłeś.
Odwrócił się z powrotem do niej.
Jesteś dość spostrzegawcza - zauważył.
Jeżeli straty były znaczne, to mogę ci postawić kolejne w ramach rekompensaty.
Przyglądał jej się.
Powiedz coś- roześmiała się. - Tak albo nie...
Zastanawiam się, czy pojawi się ten wielki facet i mi natłucze.
Nie znasz jakiegoś kung fu albo co?
Nie.
To co z ciebie za Chińczyk! - zaśmiała się.
Made in China - uśmiechnął się.
Raczej jakiś falsyfikat. Blond, nie umie się bić.
Umiem się bić, tylko nie tak jak na filmach.
Przyznaj się, jesteś falsyfikat.
No dobra, marna koreańska podróbka - Dee Ming wyszczerzył zęby w uśmiechu.
No to jak z tym piwem, koreański Chińczyku?
Ty stawiasz.
Ja wylałam, ja stawiam.
Ale już nie tam - Dee Ming wskazał pub, w którym się zderzyli.
Nie tam.
To prowadź.
Dziewczyna ruszyła. Dee Ming powoli poszedł za nią.
Czekałaś na kogoś? - zapytał po chwili. Trochę dziwne mu się wydało, że ona tak po prostu sobie tam stała.
Nie - odparła.
Często stoisz tak sobie na ulicy w środku nocy? - spytał.
Sugerujesz coś?
Jestem ciekaw, ot i tyle.
Nie, nie często. Właściwie to chciałam się po prostu uspokoić po awanturze z tym gościem.
Znasz go w ogóle?
Znam. To mój były.
Uhm.
Co?
Rozejrzała się i przeszłą na drugą stronę ulicy. Dee Ming za nią.
Nic. Nie zachowywał się jak były.
Ten kretyn nie chce tego zrozumieć. Nigdy go żadna nie rzuciła, zawsze on je.
A czemu ty byłaś pierwsza.
Żaden dupek nie będzie na mnie ręki podnosił.
Dupek - mruknął Dee Ming.
No właśnie mówię - uśmiechnęła się.
Dotarli do jakiegoś pubu. Było w nim nieco spokojniej, niż w poprzednim.
To miejsce lubię - powiedziała.
Często tu bywasz?
Kiedy jestem w Silverstone, to bywam.
Och, to ty też przyjezdna.
Owszem, ale ja tu jestem co roku.
A ja drugi raz.
Dlatego nie znasz jeszcze tego pubu - uśmiechnęła się znowu.
Popatrzył na nią i zastanowił się, czy da się ją wciągnąć tego wieczora do łóżka. Wyglądała na dość chętną. Usiedli przy jakimś stoliku. Dee Ming nie lubił stolików, wolał bary i ich wysokie krzesełka, ale nic nie powiedział. W sumie to i tak nie miało znaczenia.
Kelnerka przyjęła ich zamówienie i odeszła. Patrząc za nią Dee Ming zauważył kilka rąk, zawzięcie do niego machających. Miu Wai i Chiu Wai siedzieli kilka stolików dalej. Jak tylko zorientowali się, że ich widzi, zaczęli unosić kciuki w górę, ruchem głowy wskazując na dziewczynę. Potrząsnął lekko głową, by przestali, ale oni ciągle wyrażali swój podziw i aprobatę.
Kto to? - zapytała dziewczyna.
Dwóch ludzi w mojej załogi - wyjaśnił jej. - Skończeni kretyni.
Czemu, wyglądają dość sympatycznie. Szczególnie ten po lewej. Zawsze nosi tak tę bandanę?
Bandanę, albo czapkę, ale coś na głowie ma.
Przyjdą tu?
Nie, nie sądzę.
Zaśmiała się.
Dee Ming zmarszczył brwi i tupnął na nich. Obaj zaczęli się śmiać, a Chiu Wai schował się pod stołem. Wchodząc spod niego uderzył się w głowę i dziewczyna głośno się zaśmiała.
Potem odwróciła się od nich i przestała zwracać na nich uwagę. Na całe szczęście Dee Minga, bo gesty jego załogi zrobiły się o wiele mniej przyzwoite.
Zaczął się jej przyglądać. Miała długie, ciemne włosy i lekko orientalne oczy. Aż miał wrażenie, że miała w sobie azjatycką krew. I musiał przyznać, że była śliczna. Prawie nie rozmawiali. Jakiś facet podszedł do niej i coś jej szepnął do ucha, po czym odszedł. Nie wyjaśniła Dee Mingowi, kto to był, a i on się nie dopytywał. Co go to obchodziło. Nawet nie był ciekaw jej imienia. Jedyne, czego był ciekaw, to czy pójdzie z nim do łóżka. To już nawet niebyła kwestia jego chęci, a raczej prestiżu: wiedział dobrze, co się będzie działo, gdy chłopaki pójdą i powiedzą reszcie, że jej do końca nie wyrwał. Z czasem zauważył, że ona miała w tym pubie spore grono znajomych. A to jeden, a to kto inny ją pozdrowił, zagadał, zerkając równocześnie na Dee Minga, ale kompletnie się do niego nie odzywając. Nie obchodziło go to, prawdę mówiąc. Za kilka tygodni i tak już nie będzie pamiętał o tym miejscu.
Jedyne, co liczyło się dla niego w Silverstone, był tor. I nic poza tym. Po to tu przyjechał i z tym co trzeba